Inżynieria okrętowa

Jeśli podoba Ci się tematyka zamieszczana na tej stronie – możesz przyczynić się do utrzymania tej witryny wpłacając na podane konto jakikolwiek datek. Dopisz tylko temat, który jest dla Ciebie najbardziej interesujący. Dziękuję.

10 1140 2004 0000 3702 3105 4616

Unosić się na wodzie

Dla naszego praprzodka  wcale nie było to takie oczywiste aby unosić się na wodzie. Będąc nad brzegiem rzeki zauważył on zapewne pływające zwierzęta czy przepływające konary i gałęzie. Niewykluczone, że podczas kąpieli lub wpadnięcia do wody złapał się kawałka drewna … taki mógł być początek wielkiej przygody jaką jest żegluga. 

Czy człowiek miał potrzebę podróżowania wodą? Zakładam, że bardzo ograniczoną. Łatwiej było mu poruszać się o własnych nogach. Więc co pchnęło ludzkość w tę stronę? Potrzeba.

Można nie wierzyć ale przepchanie kilku ściętych drzew jest nie lada wysiłkiem a wystarczy je wrzucić do rzeki. Z nurtem spłyną dalej. Tam już czekają pobratymcy wyławiając drewno wrzucone w wyższych partiach rzeki. Wspaniała współpraca zespołowa! Gorzej z efektywnością takiego działania. Część drewna popłynęła na drugi brzeg, część się zaklinowała po drodze a części nie zdołano odłowić w odpowiednim czasie i spłynęły zapewne do morza.

Każdej akcji towarzyszy reakcja – tak i tu szare komórki zaczęły się zderzać ze sobą wpadając na jakże znakomity pomysł: przecież na kłodzie może być człowiek. Nie będzie musiał wracać pieszo szmat drogi, będzie kontrolował spływ odpychając się długimi kijami od przeszkód czy dna. A jeśli drewno zaklinuje się o jakąkolwiek przeszkodę to je odklinuje.

U zarania dziejów, nasz przodek widział, że drewno pływa. Wiedział również, że ptaki latają. Niestety nie rozumiał istoty sprawy. Przypomina mi to przezabawną sytuację, gdy moja babcia bardzo się martwiła, że Jej wnuczek postanowił studiować na uczelni morskiej – często zadawała proste pytanie: jak to możliwa, żeby taka masa żelastwa unosiła się na wodzie? 

Łączenie kilku konarów sprawiło, że na takim obiekcie mogło się zmieścić kilka osób a nawet drobny ładunek. W pewnych regionach świata jak w Indiach czy na półwyspie indochińskim budowano łodzie z wikliny, traw, pni bambusowych i liści palmowych.  Do najmniejszych manewrów wykorzystywano wszystkie ręce. Często trzeba był zejść z jednostki do wody i doprowadzić ją do celu.

Indianie, plemiona afrykańskie, wyspiarze wypalali w konarach przestrzeń tworząc burty i dno czółna. Uzyskano w ten sposób dużo lżejszy pojazd utrzymujący we względnie suchym stanie przewożone osoby i ładunek. Innym sposobem było połączenie dwóch pni rodzajem sitowia, na którym również da się przewieźć ludzi i ładunki.

Ale napędem były początkowo dłonie, z czasem gałęzie, które opatulano np korą. W starożytnym Egipcie używano już wioseł.

Wiosła były doskonałym napędem. Stosunkowo tanim. W starożytnym Egipcie, Grecji czy Rzymie siłą napędową najczęściej byli niewolnicy. Manewrowość takich jednostek  była precyzyjna co nie oznaczą, że było łatwo.

Minie kilka tysięcy lat, nim to Archimedes wyskoczy z balii krzycząc eureka!

Rozwój narzędzi oraz potrzeba drewna do prawie wszystkiego wymusiła pewne oszczędności tego surowca. Powstały pierwsze zawody stoczniowe jak szkutnicy i cieśle. W tym aspekcie podglądanie natury podało nam rozwiązanie na tacy. Szkielety wielorybów i podobnych  morskich zwierzaków podpowiedziały w jaki sposób usztywnić względnie giętką konstrukcję kadłuba.

Dystans oraz wielkość jednostek pływających wymusiły wyszukanie nowych rozwiązań napędu. Niewolnicy o ile byli wględnie tani w nabyciu i na krótkich dystansach nie było problemu z wymianą na nowszy model to w przypadku dłuższych tras trzeba było ich poić a nawet nakarmić. Skokiem jakościowym okazał się żagiel…