Toskania

Toskania, Wybrzeże Liguryjskie, Piza, Lucca, Cinque Terre, Siena – 2019 październik

 

Podróż rozpoczęła się od lotniska w Gdańsku. O godz. 6.45 wystartowaliśmy naszym Ryanair’em by wylądować na miejscu tuż po 9:05. Bilet lotniczy w obie strony przy odrobinie szczęścia powinien kosztować ok. 300 zł – jednakże trz

eba się przygotować na bagaż w postaci małego plecaka – ale da się :).

Po wyjściu z lotniska skierowaliśmy się lekko w lewo; przeszliśmy pod trasą szybkiego ruchu. Skręcając w prawo i dalej w lewo udaliśmy się ul

icą Pasquale Pardi do ronda, gdzie idąc w lewo ulicą dell’Aeroporto i dalej prosto ok. pół kilometra – po drodze przecinając tory kolejowe.

Skręcamy w lewo ulicami Cavalcavia i Filipo Corridoni idziemy w kierunku dworca kolejowego skąd odbijemy w stronę Antonio Gramsci – gd

zie mieliśmy zarezerwowane lokum do spania w Pisacentro Guest House. Noc ok 170 zł za pokój dwuosobowy w apartamencie kilkupokojowym ze wspólnym aneksem kuchennym i dwiema łazienkami. Do dworca ok 5 minut, do krzywej wieży ok godziny, na lotnisko ok 30 minut spokojnym spacerem. Byliśmy wcześniej umówieni, że bagaże będziemy mogli zostawić wcześniej.

Macchiatone – espresso z mlekiem. Uczta dla kawosza. Dolce vita :). Studiując rozkład kolejowy – upajaliśmy się włoskimi kawami i drinkami w towarzystwie lokalnych wypieków w pobliskiej knajpce Kinzica.

 

Lucca

Kupujemy bilety po 3,60 Euro (w jedną stronę) do Lucca’i. Przejazd trwa ok. 40 minut. Na miejscu potrzebujemy 15 minut by dotrzeć na stare miasto. Po drodze kupujemy drobne włoskie specjały piekarnicze.

Lucca. Widok z wieży Guinigi.

Moja Beatka na szczycie wieży Guinigi. Wstęp 10 Euro. Wysokość do pokonania 45 m.

Lucca. Torre delle Ore.

Na Luccę poświęciliśmy popołudnie szwędając się po starym mieście. Troszkę lightowo. Stara część miasta jest ogrodzona potężnymi murami.

Jakimś pomysłem byłoby również obejście ich dookoła.

Po lewej ciekawe wykorzystanie kapsli i korków. Nie mogło zabraknąć włoskich lodów. Porcja gelato to 1 – 2 Euro.

Chwila oddechu. Chłodny drinuś i piwo Moretti. Piwo ok 5 – 10 Euro. Drinki podobnie. Ciekawą przystawką do piwa była prażona kukurydza.

 

Piza

Po powrocie do Pizy – szybciutko przeszliśmy przez dzielnice Sant’Antonio i Sant Martino. Przekroczyliśmy rzekę Arno i pomknęliśmy w kierunku Torre di Pisa – Krzywej wieży pałaszując po drodze kawałki pizzy z anchois – średnio polecam – chyba, że ktoś lubi. Ćwiartka pizzy to 3 – 6 Euro.

Po lewej widok na rzekę Arno z Ponte di Mezzo. Po prawej Torre di Pisa. Na żywo wygląda naprawdę na krzywą – zdjęcia tego nie oddają.

Dzień drugi rozpoczął się od wczesnej pobudki. Darek wyskoczył do pobliskiej jadłodajni i zakupił kilka kanapek. Kanapki średnio po 3 – 4 Euro. Skąd ten pośpiech?

 

Cinque Terre

Ano tak było w naszym planie. O 7:36 mieliśmy pociąg do La Spezia’i. Pociągi odjeżdżają średnio co pół godziny i jadą około jednej godziny. Bilet w jedną stronę to 7,90 Euro

Będąc jeszcze w domu zakupiliśmy online bilet Cinque Terre Treno Card za 16 Euro. Bilet dostępny jest w załączniku. Pozwolił nam na nielimitowane podróże koleją na trasie La Spezia – Monterosso (kierunek Levanto). Pociągi kursują co około 20 minut a podróż do najbardziej oddalonego z pięciu miasteczek Monterosso trwa około 25 minut.

Wysiedliśmy i schodami w dół na deptak.

W Monterosso, z dworca zeszliśmy w dół i początkowo skierowaliśmy się w prawo ulicą Fegina, obeszliśmy parking i nacieszyliśmy oczy widokiem na plażę.

Zawróciliśmy, idąc wzdłuż wybrzeża czymś w rodzaju deptaka aż doszliśmy do rozwidlenia w miejscowości Vernazza.

Po lewej stronie był tunel, do którego weszliśmy dochodząc do zatłoczonej arterii via Roma. Usiedliśmy na chłodne piwko, kawkę i małe co nieco. Po chwili, zeszliśmy z powrotem do wysokości torów kolejowych i dalej, wzdłuż brzegu szliśmy w kierunku Vernazza.

No i zaczęły się „schody”. Cały czas pod górę. Po prawej mijamy wyrwane skałom małe plaże.

W którymś miejscu pojawiła się bramka, przy której można było kupić bilet upoważniający do wejścia do Parku Narodowego. Mając w kieszeni bilet wcześniej wykupiony (połączony z przejazdami kolejowymi) – okazaliśmy go i jak łatwo się domyślić – zostaliśmy wpuszczeni … na fizyczny armagedon. Prawie dwie godziny wspinaczki po pionowych winnicach. No ale widoki były tego warte.

A co widok – to piękniej. W końcu i zaczęliśmy się zbliżać do Vernazza’y.

Do samej miejscowości weszliśmy iście bajkowo. Niczym Jaś i Małgosia do chatki Baby Jagi :).

 

 

Vernazza okazała się bardzo sympatycznym miejscem. Był czas na zjedzenie pizzy na ulicy – była to najszybsza opcja. Jedną z pizz była pizza pesto. Palce lizać – nie pamiętam czy w Polsce takową spotkałem. Zasadniczy składnik, to jak łatwo się domyślić – pesto, no i oczywiście mozarella i pomidory.

Po drodze mijaliśmy wiele ciekawych urządzeń z dawnej przeszłości jak niże pokazana prasa do wyciskania winogron.

Mnogość schodów pozwalała nam przysiąść w każdej chwili i przy byle okazji.

Do Corniglia’i pojechaliśmy pociągiem (cały czas podróżujemy na tym całodniowym bilecie – a podróż pomiędzy tymi stacjami trwa 2 – 3 minuty). A tam aby nie było zbyt łatwo – schody, schody, schody.

 

Jeszcze przejazd pociągiem do Manarola’i , przejście długim tunelem z dworca do miasta i kolejna przekąska uliczna. Na zatłoczonej Via Renato Birolli mix owoców morza 8 – 10 Euro. Ale nie polecam ich – lepiej zamówić dwa osobne zestawy np krewetek i mątw.

 

Z Manaroli udajemy się tunelem Zakochanych – tym samym, którym przyszliśmy z dworca na kolejny pociąg tym razem do ostatniego miasteczka z Cinque Terre – Riomaggiore.

 

Usiedliśmy w knajpce przy Via Colombo. Zamówiliśmy w sumie oryginalne jak na nas dania typu pizze i makarony z piwem i winem. Zeszliśmy na dół by w oczekiwaniu na kolejny pociąg do La Spezia’i delektować się zachodem słońca.

Dojechaliśmy do La Spezii po niecałych 10 minutach, mając w zanadrzu ciut ponad godzinę wolnego. Od dworca skierowaliśmy się w lewo w stronę Via Fume i następnie do Piazza Giuseppe Garibaldi i musieliśmy wracać.

Do Pizy podróż trwała około godziny. Czas do łóżka a rano jedziemy do Sieny.

Siena

Podróż oczywiście zaczynamy na naszej ulubionej stacji kolejowej Pisa Centrale. Wsiadamy do pociągu kierującego się do Firenze. Jedziemy ponad 20 minut i wysiadamy w Empoli, gdzie mamy przesiadkę na pociąg docelowy. To, co przyjechało – składało się z dwóch wagonów. Prawdziwe cudo!

Po godzinie byliśmy w Sienie. Bilet w jedną stronę to 10,90 Euro.

Po wyjściu z dworca udajemy się na wprost do galerii handlowej Porta Siena. Kierując się na lewo natrafimy w końcu na ruchome schody; jedne, drugie, trzecie a potem jeden długi ciąg ruchomych schodów. Na górze wychodzimy na Via Vittorio Emanuelle II i udajemy się na lewo – może pół kilometra – a ukażą się mury starej Sieny i jedna z wielu bram – w naszym przypadku – Porta Camollia. Wchodzimy. Początkowo placyk, później Via Camollia, katarynka i atmosfera Włoch z początku poprzedniego wieku.

 

Pomknąwszy uliczkami dotarliśmy do Piazza del Duomo i katedry. Aby mieć wstęp do katedry, do krypt i na wieżę kupiliśmy bilety po 15 Euro.

W końcu idziemy na Piazza del Campo. Plac, który mijaliśmy w ciągu dnia kilka razy – teraz pozwoli nam położyć się na lejkowatym podłożu i patrzeć to w niebo to plac…

Nadaliśmy sobie niezwykłe tempo, ustępując zapewne tylko japońskim turystom – nie zauważyliśmy, że to pora obiadowa i choć nie nie odczuwaliśmy głodu podreptaliśmy do pierwszej lepszej restauracji. Nawet usiedliśmy do stołu. Niestety nikt nami się nie zainteresował a czasu szkoda – po 15 minutach wyszliśmy.

Po kilku minutach jedliśmy kanapki i bruschetty, piliśmy kawy i czekoladę.

A dalej, po drodze kupiliśmy fantastyczny kawałek sera o lekko korzennej, ostrej nucie smakowej i winko Brunello di Montalcino z okolicznych winnic z posmakiem wiśniowym.

To, co jest dość interesujące i charakterystyczne dla Włoch, to małe kartoniki z dobrym winem.

Jest to wspaniały zastrzyk pozytywnej energii podczas wielogodzinnego zwiedzania.

Co więcej, rzadko kiedy kosztuje powyżej 1 Euro.

 

 

W samej Sienie można spędzić nawet kilka dni; jest klimatycznie, jest masa fantastycznych spokojnych i zatłoczonych uliczek, kościołow i katedr.

Powrót podobny: kierunek Firenze, przesiadka w Empoli i pociąg do Pizy.

To jeszcze kilka uliczek w Pizie. Kolacja i pakowanie się.

Następny dzień to już powrót do domu. Na lotnisko z buta – coś niesamowitego. Jeszcze nigdy nie spotkałem czegoś takiego.

 

Podsumowanie

Połowa października i temperatury na poziomie 23 – 28 °C.

Koszty:

  • lot Gdańsk – Pisa – Gdańsk – 600 zł
  • pociąg Pisa – Lucca – Pisa – 7,20 Euro
  • pociąg Pisa – La Spezia – Pisa – 15,80 Euro
  • pociąg z wejściówka do Parku La Spezia – Cinque Terre – La Spezia – 16,00 Euro
  • pociąg Pisa – Siena – Pisa – 21,80 Euro
  • wejście na wieżę Guinigi w Lucce – 10 Euro
  • wejście do Duomo – 15,00 Euro
  • nocleg 3 noce – 510 zł

w sumie niecałe 90 Euro i 555 zł na osobę.

Posiłki są kosztami względnymi ale mając na uwadze stołowanie się na zewnątrz to na śniadanie trzeba przeznaczyć ok 10 Euro, na obiad 15 Euro, na kolację (ta będzie bardziej obfita niż u nas) 20 Euro, jakieś napoje i przekąski w ciągu dnia to kolejne 15 Euro – razem 60 Euro na osobę. Można taniej – to należy traktować tylko jako pewną wskazówkę przy szacowaniu kosztów. Kupując w normalnych sklepach i jedząc tradycyjną pizzę można koszty zredukować prawie o połowę.

4 thoughts on “Toskania

      1. Oj wyszła. Z lotniska poszłyśmy pieszo do miasta. Chyba cztery godziny to trwało bo po drodze kawiarenki, bagietki, ciastka i tak nam zeszło.
        Nie byłyśmy w Cinkue Tera bo padało. Byłyśmy za to w Sienie i La Specji. Grudzień jest raczej średni ale i tak jestem zadowolona.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *